Na Bożej werandzie rikszy ciągnącej. Pod parasolem osłodzonego śniegu padającego. Jak ciepłe uczucie w letnią noc. Lśniący jak liść na drzewie. Zefir wiatru muskającego moje usta.
Zza pajęczego cienia. I elektryzujące palce, które oddychają. Z ziemskim potpourri płatków i rosy.
Pod parasolem osłodzonego śniegu padającego. Z esencją ambrozji w Twoim zapachu. Na piedestale z kości słoniowej rodzi się miłość. Jak cień pada na moje słabostki.
Rybak dał bochenek chleba życia. Na Bożej werandzie rikszy ciągnącej.
Wiatr odciągnął nas oboje od snu, chór niezliczonych szeptów śpiewających wzdłuż wzgórz i cichych ulic, zamieniając się w niewidoczne dłonie grzechoczące oknami i okapami. Kiedy…
kontyntynuj Wiersze miłosne historia seksuNasze życie toczy się jak film w powtórkach Szpule warczą Dni zatapiają się w sobie To wszystko jest takie samo Te same idee Te same chore lęki Przywieram do codziennych rzeczy Ciężar jego…
kontyntynuj Wiersze miłosne historia seksuTo znowu ta pora roku. Stare się kończy, a zaczyna nowe. Stojąc wśród naszych przyjaciół; Spoglądamy na dzielącą nas odległość. Pokój znika, gdy nasze oczy się spotykają. Jesteś…
kontyntynuj Wiersze miłosne historia seksu