Czubki palców muskają twoją szyję, by dotknąć zapomnianej intymnej częstotliwości, wyczuwam rzekę płynącą pod rozległym, niewidzialnym światem, który okrywa twoja skóra. Znałem tę powierzchnię aż za dobrze, gęsią skórkę, która pojawia się teraz w tak bliskiej odległości, niewidzialne fale gorąca unoszące się jak parna mgła po ciepłym deszczu. Muszę wiedzieć wszystko, co kryje się pod spodem, co przetrwa po burzy. I może nie jestem gotowy, by później powiedzieć ci, dokąd się wybieram. Ciemne polany, na których wykrzykiwałem twoje imię, samotne okno, przy którym siedziałem godzinami po tym, jak blask halogenów twoich reflektorów już dawno zniknął z drogi.
Jak pozostaję splątany jak wstążki, którymi zdawały się być nasze kończyny bez wahania i wyboru, wiedząc, że jeden ruch może teraz przenieść mnie z powrotem do tej bezpośredniości. Stoję tam, gdzie twoje ręce wędrowały po moich plecach z delikatnością, jakiej nigdy wcześniej nie znałem, jakbyś w mojej skórze czuł coś świętego, coś, czego prawie bałeś się zażądać. Być może teraz też tam przebywasz, rozdzielony, ale pozostawiłeś swoją esencję, dotykając zapomnianej intymnej częstotliwości, wyczułeś ogromną rzekę szalejącą w żyłach, przypływ nieustannie płynący z twoją własną. Zbyt dobrze znałeś powierzchnię, ciało, które bezradnie faluje w twojej palącej bliskości, niewidzialny rozkwit każdego jęku, który marszczy się po mojej nagiej skórze jak grzbiet rozbijającej się fali.
Trzeba wiedzieć, co boli pod spodem, co jeszcze długo po burzy śpiewa samo z siebie. A może nie jesteś jeszcze gotowy, żeby powiedzieć mi, dokąd się wybierasz. Ciemna polana, na której wykrzyczałeś moje imię, przeliterowałeś je na tle zimnego, samotnego okna, jakby taki prywatny ślad mógł mnie wezwać długo po tym, jak wydawało się, że prześlizgnęliśmy się do jakiejś błogiej placówki poza naszymi ciałami. Jak bardzo chciałeś powiedzieć mi o wiele więcej po zgaszeniu świateł, a moje palce delikatnie dotykały twoich ust, być może powstrzymywały nas oboje od wygadania się, po prostu mówiłem, że będziemy mieć więcej czasu, ta chwila powinna powiedzieć dość.
Trwaliśmy wtedy w przyjaznej ciszy, pogrążeni w wygodzie, jakiej nigdy wcześniej nie zaznaliśmy, jak gdyby ruch rzeczywiście mógł naruszyć coś świętego, coś, co baliśmy się uznać za własne. A im głębiej wydaje nam się, że podróżujemy, być może będziemy mogli powiedzieć, dokąd później pójdziemy, do jakich miejsc zawsze dryfują nasze dusze, gdy trzymamy się tej intymnej wzajemnej częstotliwości. Musimy wiedzieć, co kryje się pod spodem, co wciąż śpiewa z własnej woli, długo po tym, jak przetrwaliśmy tę szalejącą burzę.
Jeśli jestem takim dupkiem, nie potrzebujesz mnie w swoim życiu. Mam większe aspiracje niż bycie źródłem twoich zmagań. Nasiona, które zostały zasiane, miały umrzeć z zaniedbania.…
kontyntynuj Wiersze miłosne historia seksuMroczny język, którego nauczyły się nasze ciała, może nie przetrwać dłużej niż tę noc, ten wir dzikiego ciała, może właśnie w taki sposób go potrzebujemy. Zapytacie, czy jesteśmy…
kontyntynuj Wiersze miłosne historia seksuMożesz mnie znaleźć, ale może mnie tam nie będzie. Pomyśl, czego ode mnie chcesz, Ale może mnie to nie obchodzi. Przeciążę moje serce i może się po prostu rozerwać. Moje ciało może…
kontyntynuj Wiersze miłosne historia seksu