Czuję ciszę ciszy. Jak ćmy wyrywają wszy ze skrzydeł. Wersety z cieniem dziwki. Gdy wahadło tyka. Przynosi cisza wiatrów.
Gdy grzmot pieje. Podczas pisania długopisem. Gdy skarbnicy pukają do moich drzwi.
Spływa łój stożka. W tej godzinie opuszczonej przez Boga. A nierządnica robi sztuczki.
Z nogami z patyczków do pickem'up. Owinięty wokół tułowia. Łasica mojego fiuta w jej bistro. Gdy skarbnicy pukają do moich drzwi. W rzędzie szykan.
Gdy przychodzi podatnik.